No więc o co chodzi z tą całą fotografią? Skąd wiadomo, że to twórczość przez naprawdę duże TFU? Tu się sprawa komplikuje, bo chyba wkraczam na grunt filozofii, ale co mi tam... Najłatwiej jest mi to zrozumieć poprzez własny proces twórczy. Zaczyna się od tego, że coś ze mną flirtuje (jak to wdzięcznie określamy w psychologii procesu). Zwraca moją uwagę, czasem nawet w dość subtelny sposób, czasem tak po cichutku, że potrzebuję dłuższej chwili by dotrzeć do tego, co to jest. Co to w ogóle znaczy zaflirtuje? Hm... Myślę, że samo zwrócenie uwagi nie wystarczy, bo dlaczego moją uwagę zwraca krwiście czerwona róża, a różowa już nie? Różowa też jest piękna ale dla mnie za słodka. Kojarzy mi się z lalką Barbie albo osobą, która się ubiera i czesze wprawiając mnie zwykłą kobietę w stan zawstydzenia, że należymy do tej samej płci. To za mocne, zbyt mi odległe, mało interesujące. Ale czerwień!!! Mmmm... Jak czerwone wino... Ma w sobie głębię i moc, i wielką tajemnicę. Tak to coś dla mnie! Tego mi potrzeba! Pstryk!
Ale gdy już dotrze do mnie fakt, że to chodzi o blask, szczególny odcień, kształt lub fakturę, to pojawia się kolejny kłopot czy jeśli wezmę aparat i pstryknę, to inne osoby też to zobaczą? Czy zaflirtuje to z nimi tak jak ze mną? Pewnie nie. Pewnie nawet nie dostrzegą tego, co ja. No więc co? Mam się poddać? Liczyć na to, że spośród wszystkich ludzi na świecie znajdę akurat tego jednego, którego też zafascynuje mój flirt? Bez sensu... Więc co? Amplifikuję (tak jak w psychologii procesu
Ale dlaczego? Po co? Co ja chcę osiągnąć pokazując czerwoną różę? Przecież to zwykła, czerwona róża. Czy nie wystarczy, że mi się podoba? Chyba nie... Bo dla mnie ta czerwona róża to moje wnętrze jakieś tajemne miejsce, z którego czerpię moc. Jak ja mam powiedzieć Wam wprost, że Barbie nie dla mnie? Że wierzę w mocne, głębokie relacje, takie jak czerwień mojej róży, wina i krwi? I tu jest moja twórczość przez większe lub mniejsze tfu. W tym momencie, gdy tworzy się relacja między tym, kto pstryka, a tym, kto ogląda. Bo za każdym razem, kiedy naciskam w aparacie to wystające coś tak naprawdę fotografuję cząstkę siebie.








Jeszcze raz dziękuję,
M
--
"..You keep looking
but you can't find the woods
While you're hiding in the trees.."
NIN
mrrrr...
Tak mnie zaintrygowal komantarz pod zdjeciem u mnie, ze od razu nabralam podejrzen
--
Pozdrawiam Was oboje,
M
Sciskam mocno
--
demonize | daemon eyes | the moon eyes
--
In my mother's tongue it's called...Argesh..
Previous PageNext Page